Strona NKS MP

Na tej witrynie:

Strona główna
NKS - Pruszków
Aktualności NKS

W tym miejscu zamieszczać będę tak zwane AKTUALNOŚCI.

Jesteśmy już w takim wieku (tzn. w XXI wieku), że aktualne dla nas jest to, co się zdarzyło w ciągu ostatniego roku.

Daltego też AKTUALNOŚCI pojawiają się raz do roku.

 
Do pobrania:
Śpiewniki klubowe
Śpiewnik kolędowy
Kontakt:
olszak.jarek@wp.pl
Inne strony:
Radny Olszak

21 III 2017

PODSUMOWANIE ROKU 2017

Kończy się pierwszy kwartał A.D. 2018, zatem, zgodnie z zasadami porządnej księgowości, pora podsumować rok poprzedni. A działo się co następuje:

- 8 kwietnia na „jajeczku” w Klubówce złożyliśmy sobie życzenia na nadchodzące Święta Wielkanocne. Jak zwykle było bardzo miło. Jak zwykle było też bardzo dużo bardzo dobrego jedzenia.

- 27-28 maja otworzyliśmy sezon żeglarski. Tym razem na Zalewie Zegrzyńskim.  Zwykle i na Zalewie Sulejowskim i na Włocławskim było tak, że jacht był duży a załogi trochę mało. A tym razem odwrotnie - łódka  mała, a „crew”, w ostatniej chwili, dopisała obficie. Było ciasno, ale przyjemnie, jak to na wodzie. Tyle, że po wypłynięciu okazało się, że sprzęgło nie przenosi napędu z silnika na śrubę.  Trzeba było wołać na pomoc armatora, który wyczarterował jacht z wadą i usuwać usterkę, bo silnik okazał się potrzebny, albowiem nie wiało.

- 3 czerwca, na 13-tym spływie, „zrobiliśmy” ostatni odcinek Pilicy. Jak ktoś nie pamięta, to przypominamy, że pierwszy spływ wyruszył z Tomaszowa i dalej etapami płynęliśmy ku Wiśle. Po osiągnięciu nurtów Królowej Rzek Polskich przenieśliśmy się na samą górę  Pilicy i ruszyliśmy ku Tomaszowowi. Ten spływ wystartował w Białej a skończył się na Zalewie Sulejowskim. Niestety ujście do zalewu rzeka dokładnie zamuliła. Jest tam bardzo płytko a cała płycizna porośnięta dosłownie morzem trzcin – jak na jakiejś delcie Nilu albo i Dunaju. W tym gąszczu z wielkim trudem, długo błądząc, udało się odnaleźć pomościk przy którym mieliśmy zdać kajaki. Pogoda była piękna i część spływowiczów dobrze się bawiła w trakcie tych poszukiwań, ale części (tej mniej "radosnej" i z małymi dziećmi) ta zabawa szybko się znudziła. Ogniska na brzegu tym razem nie było, bo komary były jak byki. Przysiedliśmy zatem w knajpce na skraju lasu i wszystko dobrze się skończyło.

- 12-13 sierpnia ratowaliśmy Dezety. Pierwszy raz nie przydzielono nam  staruszki „W Rejs” jeno nieco młodszą „babcię” o nazwie „W Tango”. Dużym plusem nowej łodzi okazały się aluminiowe maszty, które bez porównania łatwiej dały się kłaść przed mostem – „W Rejs” ma maszty drewniane, diabelsko ciężkie! Kapitanem był Wojciech Racięcki. Zajęliśmy dobre VI miejsce, bo w latach 2016 i 2015 zajmowaliśmy miejsce VII, a wcześniej. to na wet IX!. Wynik wynikiem, ale byliśmy najlepiej wyglądającą załogą: Politechnika zafundowała nam piękne niebieskie koszulki, sami zaś nabyliśmy super białe czapki z nadrukiem NKS. A do czapek tych Vivaldi dorobił antywiatrowe sznureczki z klipsem.  Jednym słowem wygląd – pierwsza klasa!

- W dodatku, 26 sierpnia, Vivaldi wraz z Małżonką ugościli NKS-owców na wspaniałym ognisku, które zorganizowali w swoim  ogrodzie.

- 2 września wyruszył spływ kajakowy nr 14. Po licznych naradach zapadła decyzja o nie szukaniu innej rzeki i pozostaniu na Pilicy. Ponownie, jak za pierwszym razem, wystartowaliśmy z „Przystani”w Tomaszowie i spłynęliśmy do Inowłodza.  Rano pogoda była fatalna – zimno i deszcz, ale potem się wypogodziło. A nawet gdyby nie – to piękno Pilicy i tak rekompensuje wszystko! Była jedna efektowna wywrotka (w Spale!), która zakończyła się rezygnacją obsady kajaka i powrotem do Tomaszowa.

- 21 października Vivaldi (znów ten Vivaldi!) zorganizował zawody strzeleckie zakończone ogniskiem. Pierwsze miejsce zajął Men (znaczy, na zawodach, nie na ognisku!). Potem część ekipy pojechała do Ołtarzewa na koncert zespołu EKT Gdynia. Po koncercie – kontynuacja imprezy w Klubówce.

- 16 grudnia w Klubówce był „śledzik” przedwigilijny. Złożyliśmy sobie życzenia, pojedliśmy, popiliśmy i pośpiewaliśmy kolędy. Co roku śpiewamy, ale tym razem było ich dużo więcej.

W niniejszym posumowaniu nie wspominamy o szantowaniu i o brydżu, bo szantujemy jak nas Jerry skrzyknie, a w brydża gramy w pierwsze piątki miesiąca. Warto jednak odnotować, że w tak deszczowym roku 2017 nie byliśmy na wspólnym rowerowaniu. Koniecznie musimy to naprawić! 


29 III 2017
PODSUMOWANIE ROKU 2016

Rok miniony podsumowuje się zwykle w pierwszym kwartale roku następnego. Zwyczajowo są to ostatnie dni tegoż kwartału. Zbliżyliśmy się właśnie do daty krytycznej, a zatem:

- 13-15 maja otworzyliśmy sezon żeglarski tradycyjnie na Zalewie Sulejowskim. Akwen jest mały, pływamy tam od lat, czujemy się jak u siebie. A mimo to dopadł nas nieprzyjemny wiatr i awaria steru. Zdryfowało nas do zatoczki i musieliśmy ponad kilometr burłaczyć po pas w zimnej wodzie. Cóż, człowiek uczy się całe życie...

- 4 czerwca, tradycyjnie w pierwszą sobotę tego miesiąca, spłynęliśmy Pilicą z Przedborza do Łęgu Ręczyńskiego. Cóż można dodać więcej skoro po Pilicy pływamy od lat i niezmiennie sprzyja nam pogoda. Było pięknie!

- 11-18 czerwca reprezentanci NKS-u Men, Seven i Skipper szkolili się na Bałtyku w rejsie z Górek Zachodnich do Świnoujścia. Mimo zaangażowanej akcji agitacyjnej nikogo więcej z „naszych” nie udało się namówić. Szkoda!

- 9 lipca rowerowaliśmy przepięknie do browaru w Bednarach. Bednary leżą koło Skierniewic, zatem pojechaliśmy pociągiem do stacji Skierniewice Rawka a dalej już dusząc pedały. Na miejscu nasiąknęliśmy (jak gąbka) lokalnym piwem i wróciliśmy tą samą techniką tyle, że w dwóch grupach. Polami, polami, po miedzach, po miedzach, po błocku skisłym dzień i noc...

- 13-14 sierpnia, tradycyjnie, ratowaliśmy Dezety w Giżycku. No i jak zwykle Organizator regat przydzielił nam łódkę „W Rejs”. Do tej pory podejrzewaliśmy, że jest to najwolniejsza Dezetka na Mazurach. Po przeprowadzonych w czasie wyścigu badaniach porównawczych mamy już pewność – jest najwolniejsza! Nic więc dziwnego, iż mimo bardzo sprawnego dowodzenia przez kol. Wojciecha Racięckiego i wzorowej nawigacji „Sevena” nie zajęliśmy dobrego miejsca.

- 3 września, tradycyjnie w pierwszą sobotę tego miesiąca, spłynęliśmy Pilicą z Łęgu Ręczyńskiego do Białej. Do pokonania pozostał nam już tylko kawałeczek tej przepięknej rzeki – z Białej do Podklasztorza/Zalewu Sulejowskiego. W ten sposób w czerwcu zakończymy drugi etap eksploracji Pilicy. Pierwszy był od Zalewu Sulejowskiego/Tomaszowa Mazowieckiego do Wisły, a drugi – góra rzeki do Zalewu. I trzeba będzie szukać czegoś nowego dla kajaków.

- 1–2 października zakończyliśmy sezon żeglarski na Zalewie Sulejowskim. Tym razem nie było niespodzianek, ale za to była  golonka w kociołku nad ogniskiem, przyrządzona przez kol. Markusa.

- 22 października, w ramach przygotowań do godnego powitania najeźdźców (zwanych dla niepoznaki „imigrantami”) kol. „Vivaldi” zorganizował szkolenie i zawody strzeleckie. Było super! A potem ognisko i degustacja nalewek domowej roboty. I znów było super!

Mieliśmy też trzy spotkania szantowe, ognisko w lutym w ramach zdobywania north-westowego przejścia, spotkanie wielkanocne i opłatkowe.

Ponadto w roku ubiegłym miały miejsce wydarzenia bezpośrednio nie związane z działalnością Klubu, ale w przyszłości mogące mieć wpływ na nasze wyprawy żeglarskie. Mianowicie w sierpniu kol. „Men” odbył kolejny rejs morski i uzyskał stopień Sternika Morskiego. A we wrześniu kol. „Men” i „Skipper” zdali egzaminy i uzyskali licencje S.R.C. – jest to kolejne uprawnienie żeglarskie, obecnie niezbędne do wyczarterowania jachtu morskiego.

P.S. W niniejszym Podsumowaniu b. często powtarza się wyraz „tradycyjnie”. Co zrobić? Większość działań klubowych jest od lat powtarzalna i ma stałe terminy, więc narodziły się pewne tradycje.

29 III 2016
PODSUMOWANIE 2015

Kończy się pierwszy kwartał 2016 roku. Pora zatem, jak to w porządnej firmie, podsumować i zamknąć rok poprzedni. Będziemy tu pisali o „wydarzeniach turystycznych”, bo regularnie odbywane szanty, nie mówiąc już o cotygodniowych, wtorkowych spotkaniach w Klubówce to zagadnie odmienne. A „działo się”, bo od maja do października każdego miesiąca „coś” było:

- 16-17 maja otworzyliśmy sezon na Zalewie Sulejowskim. Wyczarterowaliśmy jacht typu Antila 26 o nazwie „Lady Ku”. Dotychczas na Sulejowskim braliśmy Janmora 28, ale Antila, choć nieco mniejsza, też jest jachtem godnym polecenia. Pływanie było fajne – ładnie wiało. Może nawet zbyt ładnie, bo w czasie noclegu na dzikiej plaży w dość głębokiej zatoce, wiatr zmienił się w wicher dopychający nas do brzegu i na jezioro udało nam się wypłynąć dopiero po dwugodzinnej walce.

- 6 czerwca, pierwszy czerwcowy weekend. Spłynęliśmy kajakami z Maluszyna do Krzętowa. Z Pilicą to już jesteśmy otrzaskani – pływamy od 5 lat, ale każdy spływ jest i tak inny. Pogoda sprzyjała, było pięknie. Po spływie, oczywiście, ognisko.

- 4 lipca. Rowerowanie w Puszczy Bolimowskiej. Dojazd pociągiem do stacji Skierniewice Rawka i… w las. Mieliśmy poszukiwać motyla Modraszka pojawiającego się na przełomie czerwca i lipca na bolimowskich polanach. Ten motyl to przedziwny owad – zaprzeczający teorii Darwina i jednocześnie ilustrujący jak Michnikowscy opanowali Polskę, ale nie tu miejsce na takie rozważania… Mieliśmy poszukiwać modraszka, lecz pociągi tego dnia nie zatrzymywały się na niektórych stacjach i był problem z zebraniem się grupy. No i słoneczko dogrzewało – było 32 stopnie C w cieniu. Rowerowanie w takich warunkach to heroizm. Życie uratowało nam kupowane po drodze piwo. Motyla nie znaleźliśmy. Żadnej polany też nie. Ale przeżyliśmy. I to się liczy.

- 15-16 sierpnia w Giżycku  ratowaliśmy Dezety – wzięliśmy udział w XIV Międzynarodowych Mistrzostwach Polski DZ. I tym razem nie udało się skompletować czysto NKS-owskiej załogi. Posiłkowaliśmy się żeglarzami z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej. Na okolicznościowych koszulkach mieliśmy zatem napis NKS WIŚ, co powszechnie było interpretowane jako: NKS Wypij i Śpiewaj. Zajęliśmy VII miejsce, ale w pamięć zapadłe przede wszystkim noc i gwiazdy. Nad czarnym jeziorem były tak wielkie i tak nisko, że zupełnie realnie wydawało się, iż zaczepimy o nie pikami naszych gafli. No i w dodatku połowa sierpnia to czas kiedy spadają Perseidy. Widzieliśmy jak spalają się na niebie. Jak to opisać? Nie wiem.

- 5 września, pierwsza sobota września. Tradycyjnie znowu na kajakach. Tym razem z Krzętowa do Przedborza. Na początku doszło do niemiłego nieporozumienia. Organizator umówił się z armatorem kajaków w Krzętowie przy moście – tam gdzie skończyliśmy ostatni,  czerwcowy spływ. Niestety, pracownik armatora zawiózł kajaki zupełnie gdzie indziej – „żeby było wygodniej wsiadać”. Trzeba się było przemieszczać, szukać itd. Opóźniło to wypłynięcie, ale później płynęło się wspaniale. Pogoda dopisała. Jak zwykle. Tfu, tfu, żeby nie zapeszyć! Nie trzeba chyba dodawać, że po spływie było przemiłe ognisko.

- 19-20 września. Zakończenie sezonu. Tym razem nietypowo – ani na Sulejowskim, ani na Włocławskim, tylko na Zegrzyńskim. Wyczarterowaliśmy Dezetę i doświadczyliśmy zmienności pogody. Przez połowę dnia był potworny upał i zupełnie nie wiało, a potem przyszła czarna chmura, lunął deszcz i ostro, bardzo ostro powiało. Nie było miło, bo dwa jachty w zasięgu wzroku „zaliczyło” wywrotkę. WOPR interweniował naprawdę szybko, więc nie było nam dane ratować tonących. Szczęśliwie wróciliśmy do portu i nocowaliśmy w kontenerze przerobionym na sypialnię – ciekawe doświadczenie.

- 17 października sobie postrzelaliśmy. Dosłownie. Zostaliśmy zaproszeni na strzelnicę i wzięliśmy udział w następujących konkursach strzeleckich: 1) ze sztucera do tarczy, 2) z broni śrutowej do „zająca” (oczywiście mechanicznego), 3) z broni śrutowej do „kaczek” (oczywiście „rzutek”), 4) z broni krótkiej (rewolweru) do tarczy. A w międzyczasie grzybobranie, bo ten październikowy, dzień w kolorowym, jesiennym lesie był wyjątkowo piękny. Po strzelaniu organizator -  kamrat Vivaldi, zaprosił nas do siebie na grzane wino i ognisko. I co tu można napisać? Warto być strzelcem!



27 I 2015
PODSUMOWANIE 2014
Sezon rozpoczęliśmy na Zalewie Sulejowskim. Na weekend 24-25 maja wyczarterowaliśmy Janmora 28 - SY Piotrkovię z tym, że łódkę odebraliśmy w piątek 23. Tym razem z trudem udało się zgromadzić załogę, ale ci, którzy pojechali przeżyli miłą niespodziankę. Jacht miał niesprawny silnik, dlatego opłata za czarter została obniżona, no i byliśmy od początku do końca rejsu żeglarzami, a nie motorowodniakami. Popłynęliśmy do Sulejowa, nocowaliśmy na dzikiej plaży, a w niedzielę w drodze z kościoła wzięliśmy udział w głosowaniu do (tfu) europarlamentu.

Tradycyjnie w pierwszą sobotę czerwca (07.06.2014 r.) ruszyliśmy na rzekę i spłynęliśmy Pilicą z Biejkowa do Warki. Spływ był udany, pogoda dopisała, dobrze „niosło”, a w Warce, w przystani koło torów było ognisko.

W dniach 16-17 sierpnia odbyły się XIII Międzynarodowe Mistrzostwa Polski DZ. Mimo wysiłków nie udało się w Pruszkowie zebrać wymaganej przepisami liczby załogantów. Zatem, w ostatniej chwili,  zgłosiliśmy Stefana Janusza, który mimo młodego wieku, bardzo nas wspomógł. Całodobowe regaty odbyły się w trójkącie Giżycko – Węgorzewo – Sztynort. Było ciężko – przez część nocy lało, a i wiatr „kręcił”. Zajęliśmy chlubne IX miejsce.

Jak co roku w pierwszą sobotę września (06.09.2014 r.) znowu ruszyliśmy na rzekę i spłynęliśmy Pilicą z Warki do Mniszewa.  Spływ był o tyle nietypowy, że połączony z bardzo udanym grzybobraniem na jednym z postoi. No i dostarczyciel kajaków w celu odwiezienia uczestników spływu z Mniszewa na powrót do Warki podstawił klimatyzowany autobus! Tak czy siak zakończyliśmy eksplorację Pilicy na odcinku od Tomaszowa Mazowieckiego do Wisły i trzeba myśleć o „nowych wodach” na pierwszą sobotę czerwca A.D. 2015. (06.06.2015 r.).

Sezon zakończyliśmy na Zalewie Włocławskim w weekend 13-14 września. Znowu były kłopoty z zebraniem załogi, ale jakoś się udało i wyczarterowaliśmy w Nowym Duninowie Morsa RT 730 z zamiarem pożeglowania do Płocka. Jacht odebraliśmy bardzo zaniedbany, trzeba go było solidnie posprzątać, osuszyć itd. W końcu wypłynęliśmy, no i się zaczęło! Stan wody okazał się bardzo niski, bo we Włocławku były jakieś roboty na tamie, na rzece wyszły mielizna obok mielizny a wiatr wiał od Płocka, prosto w dziób. Halsując nie wiadomo kiedy byśmy dotarli  o prastarej stolicy Mazowsza. Zapadła decyzja: idziemy na „katarynie” za to wrócimy fordewindem. „Dowarczeliśmy” do Płocka, zwiedziliśmy miasto i wracamy a tymczasem … wiatr nagle zupełnie „zdechł”. I z powrotem na „katarynie”. Tak to natura zemściła się za brak użycia silnika na Sulejowskim wiosną.

I to by było na tyle. Szkoda, że przez cały sezon nie udało nam się „podezetować” niedzielnie po Zalewie Zegrzyńskim i „porowerować, ale w sezonie 2015 wszystko przed nami. Trzeba dodać, że prace w Klubówce postępują. Dzięki Klubówce możemy spotykać się także poza sezonem żeglarsko-kajakowym. W tym roku po raz pierwszy w historii NKS-u zebraliśmy się na klubowe spotkanie opłatkowe przed Bożym Narodzeniem. A to dopiero początek.


24 I 2014
MILCZARKA Z KRAKOWA SPRAWOZDANIE SUBIEKTYWNE
Klubowiczki i Klubowicze,
Jak części z Was zapewne wiadomo 11.01.2014 r. reprezentacja  NKS wzięła udział w Przeglądzie Konkursowym XXXIII Międzynarodowego Festiwalu Shanties 2014 w Krakowie. Zespół muzyczny tworzyli Zuzanna Olszak, Jarosław "Jerry" Olszak i Marcin Pilich. Niżej podpisany kilka razy uderzył w dzwon i zapowiadał utwory. Prezentowane były znane Wam „My nie z tradycji oceanów”, „Dzwon”, Szkentla”, „Ratujmy Debety” i „Nowoduninowska”.
Opis całości wraz z recenzjami można znaleźć na stronie www.shanties.krakow.pl, a dalej: wiadomości, laureaci przeglądu konkursowego.
A teraz ode mnie:
- zespół NKS Pruszków zagrał i zaśpiewał świetnie – adrenalina nie zaszkodziła a pomogła,
- dało się zauważyć, że na werdykty  jury przemożny wpływ miały instrumentaria zespołów (im większe, tym wyższa nota), reakcja sali i dopiero na końcu kunszt muzyczny i literacki utworów,
- do Krakowa nie ma co się wybierać bez perkusji, gitary basowej, skrzypiec i najlepiej z lirą korbową. Muzyka powinna być prosta a teksty muszą zawierać duże ilości „la,la,la,la” i „na,na,na,na”.

Tą odrobiną złośliwości kończę, przypomnę tylko, że w pierwszą sobotę czerwca (7) płyniemy Pilicą do Warki a w trzeci weekend sierpnia (16 i 17) ratujemy Dezety w Giżycku.

Pozdrawiam
Paweł "Skipper" Milczarek
Komentarz:
Pojechaliśmy na żywioł, w 2 miesiącach od chwili, gdy padł  taki pomysł. Trafiliśmy między profesjonalistów (jedne zespół dostał nawet dofinansowanie z UE na nagranie płyty!). Nasze dwie gitary i flet, proste śpiewanie pojedynczym głosem (unisono), to amatorka, w porównaniu z rozbudowanym instrumentarium innych zespołów, złożonych z zawodowych muzyków. Na teksty, które są naszą mocną stroną, nikt nie zwracał uwagi. Graliśmy jako drudzy, publiczność się dopiero rozkręcała. Reakcja była wprost proporcjonalna do spożycia. Ostatnie zespoły miały już pełen spontan na widowni.:)
W moim odczuciu - nie było piosenek (prócz naszych), które można by zagrać z gitarą przy piwie. To był przegląd na potrzeby dużego festiwalu, żeby się zespoły dobrze prezentowały na scenach w blasku świateł. Nie tu szukać nowych inspiracji dla zwykłych żeglarzy. Przy takim podejściu, to nawet Jerzy Porębski (Keja, Cztery piwka) nie dostałby nominacji, bo prosta gra na gitarze (żadnych solówek), nieskomplikowana muzyka (każdy może zaśpiewać). A że teksty dobre? A kto dziś zwraca uwagę na teksty!?
W każdym razie wyjazd uznaję za udany. Dowiedziałem się paru rzeczy i zrozumiałem, dlaczego w Polsce od lat nie ma żeglarskich piosenek, takich zwykłych - do śpiewania przy ognisku.
Jerry

11 X 2013

NKS – co się działo w  2013 r.

1 maja (środa), wyczarterowaliśmy od Warszawskiej Akademii Żeglarskiej naszą poczciwą, opiewaną w piosenkach staruszkę „Szkentlę” - DeZetę. Członkowie NKS-u stanowili tylko część załogi, reszta byli to koleżanki i koledzy z którymi szantowalismy niegdyś w kawiarni „U Artystek” w Milanówku. Łódkę odebraliśmy w WDW-Rynia przy ul. Wczasowej 59, bo to teraz nowy adres WAŻ. Mieliśmy płynąć do Serocka, ale niestety wiało słabo i prosto w dziób więc doświadczyliśmy tego co kpt. Bligh na „Bounty”, forsując Horn i kpt. Maciejewicz na „Lwowie”, płynąc pod wiatr przez Gibraltar – halsowaliśmy, halsowaliśmy i … wracaliśmy do punktu startu. Ale i tak było warto! Pod koniec musieliśmy płynąć ponad pół godziny dość ostro na wiosłach, bo mimo halsowania prąd rzeki i wiatr zepchnął nas od portu w kieunku Rynii (a płynęliśmy przecież do Serocka!).

5 maja (niedziela) pojechaliśmy na rowerach z Pruszkowa, przy dworcu PKP, do Młochowa szlakiem rajdu szwadronu kawalerii z oddziału powstańczego Dzieci Warszawskich dowodzonego przez Ludwika Żychlińskiego. Ten oddział był praktycznie jedynym operującym w czasie powstania 1863 r. tak blisko garnizonu warszawskiego po tej stronie Wisły. A ów rajd żołnierzy Żychlińskiego był częścią większej operacji mającej na celu przerwanie linii Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Nasz rajd, w 150-lecie tamtego, prowadził przez Komorów i tam dołączyła część uczestników a dalej przez Nadarzyn do pałacu i parku w Młochowie. Pogoda sprzyjała, w parku zrobiliśmy piknik. Przy okazji warto dodać, że Paweł "Skipper" Milczarek przyczynił się do wydania wznowienia pamiętników Żychlińskiego przez Książnicę Pruszkowską. W książce jest nawe jego przedmowa. A co!

10-12 maja (piątek-niedziela) na Zalewie Sulejowskim wyczarterowaliśmy Janmora 28 - S/Y Piotrkovia. Pogoda sprzyjała, było słonecznie, ciepło jak na maj i wiało. Popływaliśmy aż miło, ale też znaleźliśmy czas żeby odwiedzić zabytkowy klasztor o. Cystersów w Sulejowie. Spotkaliśmy tam małżeństwo Polonusów z Kanady, którzy przyjechali szukać swych korzeni. Skipper opowiedział im historię regionu (po polsku), a Pysiek po angielsku omawiał eksponaty w muzeum. W porcie w Bronisławowie, gdzie nocowaliśmy, była bardzo dobra akustyka, więc kiedy wybijaliśmy szklanki ludzie na kei i innych jachtach przerywali zajęcia i szukali źródła dźwięku. Cóż … potęga tradycji.
Acha - i jeszcze była ZRYWKA.
1 czerwca (sobota), Dzień Dziecka wyruszyliśmy na kolejną wyprawę kajakową Pilicą. Tym razem z Tomczyc, przy moście tam, gdzie zakończyliśmy poprzedni spływ, do Przybyszewa, także przy moście. Niestety, na sam koniec spływu dopadła nas ulewa. W ciągu paru chwil wszyscy zmokli do ostatniej nitki. Na szczęście deszcz nie padał długo, więc mimo, że drewno było mokre, tradycyjne ognisko zostało rozpalone. A po chwili wyszło słoneczko i wszyskim się humor poprawił.
16-18 sierpnia (piątek-niedziela) pięci Klubowiczów NKS-u ratowało Dezety: Skipper, Silver, Hajszek, Men i Jerry.  W tym roku "Ratowanie Dezet" odbyło się w dniach 17 - 18 sierpnia (sobota - niedziela), oczywiście w Giżycku. Niestety, mimo, iż na NKS-owskie szanty licznie przybywają koledzy o szerokich barach i różnorakich talentach, to zebranie wymaganej regulaminem regat minimum 8-osobowej załogi, stanowiło problem. Musieliśmy się posiłkować trzema kolegami spoza NKS-u. Nasz w start w regatach zaczęliśmy od awarii miecza. Kiedy inne łodzie popłynęły z wiatrem w kierunku punktów kontrolnych my musieliśmy zawrócić do portu, podpłynąć pod dźwig, poczekać aż pracownicy bosmanatu wyciągną naszą łajbę na brzeg, dokonają naprawy i ponownie zwodują łódź. Wtedy wystartowaliśmy ponownie – na szczęście komisja sędziowska jeszcze na nas czekała. Straconego czasu nie dało się jednak nadrobić.
Były trzy główne kategorie jachtów: tradycyjna, klasyczna i open. My natomiast startowaliśmy w klasie turystycznej, o czym komisja sędziowska nawet nie wiedziała. :)
Regaty ukończyliśmy cali i zdrowi, co uznaliśmy za duży sukces.
Największą determinacją żeglarską wykazał się kol. Hajaszek, który zerwał się w sobotę przed świtem i sam gnał samochodem z Pruszkowa, żeby zdążyć na rozpoczęcie wyścigu. Wybitnym kunsztem żeglarskim wykazał się kol. Men, który będąc nawigatorem na naszej łodzi zawsze wiedział (nawt leżąc po ławką), gdzie jesteśmy i gdzie mamy płynąć mimo, że momentami chmury zasłaniały i księżyc, i gwiazdy, więc było nie tyle ciemno, ile czarno. Godną zapamiętania dbałością o załogę wykazał się kol. Silver, który wieczorem, nocą, bladym świtem i za dnia karmił załogantów. Zresztą wszyscy spisali się godnie przy pracy przy żaglach i wiosłach, a ponadto nawet w najcięższych chwilach nie opuszczał załogi dobry humor i duch współpracy. Relacja z regat - na stronie Ratujmy DeZety.





7 września (sobota) znowu byliśmy na Pilicy. Wystartowaliśmy z Przybyszewa, koło mostu i  popłynęliśmy do Biejkowa, także koło mostu - ok. 16 km. Zbiórka była o godz. 9:50. Pogoda dopisała pięknie, humory także. A na koniec było tradycyjne ognisko. Na Pilicy zostały nam jeszcze tylko dwa etapy: z Biejkowa do Warki i z Warki do Wisły. I … trzeba będzie szukać nowej rzeki …

20-22 września (piątek-niedziela) zamknęliśmy sezon żeglarski A.D. 2013 wypadem do Nowego Duninowa nad zalewem Włocławskim. Wyczarterowaliśmy tam Janmora 28 –S/Y Maxima. I znowu zabrakło nam człowieka do skompletowania załogi, bo, jak zwykle, „zasoby kadrowe” NKS-u  okazały się zbyt małe. Dobraliśmy zatem chętnego z zewnątrz. A był to straszny strażak, czyli burak w złotym mercedesie. Ale to już inna bajka...

Port w Nowym Duninowie


Siedmiu chłopców z NKS-u


3 X 2012

Koniec sezonu 2012
Kwiecień
29.04.2012 r., w niedzielę, wraz z naszymi rowerami, pojechaliśmy pociągiem do stacji Skierniewice–Rawka a dalej, dusząc pedały, penetrowaliśmy Puszczę Bolimowską. Założonym celem było odszukanie kraterów pozostałych po „wojnie minowej”, prowadzonej przez Rosjan i Niemców wiosną 1915 r. W tym czasie w Puszczy Bolimowskiej, nad rzeką Rawką „stał” front. Przeciwnicy okopali się bardzo blisko siebie, a jednym z elementów walki było podkopywanie się metodami górniczymi pod linię wroga i wysadzanie okopów potężnymi ładunkami wybuchowymi.
Udało nam się odnaleźć dwa takie kratery. Prawie po 100 latach ciągle robią wrażenie. Do Francji i Belgii jeżdżą wycieczki oglądać relikty „wojny minowej” z tych samych lat. Wystarczy jednak dogadać się z NKS-em, by doznać w Polsce podobnych wrażeń. Cóż, „cudze chwalicie, swego nie znacie…”. A wszystko to przy pięknej pogodzie, w puszczy, która rozkwitała wiosną.
 
Maj
26-27.05.2012 r. NKS otworzył sezon żeglarski. Działo się na Zalewie Sulejowskim, oj działo. Grasował tam tajemniczy nocny potwór, a żagielek pięknie wypełniał się wiatrem.
Wyczarterowane zostały dwa jachty: Janmor 20 i Sasanka 660. A pogoda, jak w wierszu Gałczyńskiego.
 
Czerwiec
02.06.2012 r. zrobiliśmy kolejny „krok” na Pilicy. Tym razem spłynęliśmy z Domaniewic do Gostomi. Tęgo wiało, na szczęście w plecy. Nie było zbyt ciepło, ale rzeka już wyzbyła się charakterystycznego, zimowego zapachu, który utrzymuje się długo, mimo nawet ciepłej wiosny. No i było płytko. Paweł Milczarek opisał spływ mową wiązaną a „Magnes” Olszak pięknie spuentowała ostatnią zwrotką:
 
Kajakanta na początek sezonu
 
Woda przestała pachnieć zimą
A las głosami ptaków gra,
Wyraźnie tak się porobiło,
Że pora ruszać już na szlak.
 
Więc coś kusi mnie i szepce tak:
Pora wyruszać już na szlak,
Więc coś kusi mnie i szepce tak:
Pora na kajakowy szlak.
 
Domaniewice już za nami,
A do Gostomi rzeki szmat,
Na wodzie kumple z kumpelami,
Chwilami piękny bywa świat!
 
Płytka Pilica mieliznami
Kajaki nam łaskocze w dno.
Wicher aż huczy za plecami,
Czółnami kręci – no to co?
 
Jesienią woda mocniej pachnie,
Zieleń odcienie inne ma,
Nie straszne nam mielizny, chaszcze,
Pilico, czekaj, ujrzysz nas.
 
Lipiec
22.07.2012 r. udaliśmy się rowerową pielgrzymkę do licznymi cudami słynącego obrazu N.M.P  w Rokitnie. Jeśli za definicję pielgrzymki uznajemy „odbiegającą od codziennych obowiązków podróż do miejsca wpływającego na naszą duchowość” to była to pielgrzymka. W XVIII wieku do Ikony Rokitniańskiej pielgrzymowały liczne bractwa z Warszawy. Potem ta tradycja zgasła. Po drodze odwiedziliśmy cmentarz mennonicki, zwany dziś cmentarzem osadników niemieckich w Koszajcu, drewniany kościółek w Żukowie – to absolutna perełka mazowieckiej, drewnianej architektury sakralnej – XVII w., a także przejechaliśmy się ul. Podgórną w Milanówku, słynną z przedziwnej zabudowy. W Milanówku na stacji PKP grupa uległa rozwiązaniu i część do domu wróciła pociągiem, a część „na pedałach”.
 
Sierpień
10-12.08.2012 r. delegacja NKS-u w osobach Jarosława Olszaka i Pawła Milczarka obserwowała XI Międzynarodowe Mistrzostwa Polski DZ „Ratujmy Dezety”. Sprawozdanie z tego wyjazdu jest na stronie NKS.
19.08.2012 r. „machnęliśmy się” na wycieczkę rowerowej szlakiem Chełmońskiego. Los tego Artysty był nierozerwalnie związany z Kuklówką k. Grodziska Maz. Dojazd z Pruszkowa oczywiście w większości pociągiem. Potem spod pomnika Chełmońskiego „deptakiem” oglądając zainstalowane tam, powiększone reprodukcje obrazów tego malarza. Nawiasem mówiąc ekspozycja w Grodzisku chyba potwierdza sławne spostrzeżenie Jerzego Kałużyńskiego, że dobrze wyeksponowana reprodukcja może dostarczyć więcej wrażeń niż oryginał gdzieś w kącie muzeum. Dalej ruszyliśmy niebieskim szlakiem do Kuklówki. W lesie, pomiędzy dwoma jeziorami pełne zaskoczenie – szlak biegnie groblą, wąską ścieżką a wokół trzciny grube jak bambus w dżungli wietnamskiej. I my z naszymi rowerami jak … Vietkong pod Sajgonem (tfu!). W Kuklówce obejrzeliśmy z zewnątrz piękny, drewniany dworek po Chełmońskim (z zewnątrz, bo tam ktoś mieszka, a żadnego muzeum nie ma) i … do domu.
 
Wrzesień
08.09.2012 r. Zakończyliśmy na ten rok sezon kajakowy. Miejsce spotkania i startu było nad rzeką Drzewiczką (prawym dopływie Pilicy), w Nowym Mieście n. Pilicą, a właściwie to w Wólce Magierowej,  na plaży przy „Barze Pod Wyciśniętą Cytryną”. Spłynęliśmy do Tomczyc. Chcieliśmy zaliczyć kawałek kolejnej rzeki - Drzewiczki, dlatego musieliśmy zdublować odcinek Nowe Miasto n. Pilicą – Gostomia, ale za mostem w Gostomi znowu odkryliśmy nieznany nam kawałek Pilicy. Było wyjątkowo, wręcz „spacerowo” płytko, ale pogoda, jak na wrzesień, dobra – ciepło, trochę słońca, trochę chmur. Ognisko było w pięknym sosnowym lesie, na terenie kajakowej stanicy w Tomczycach. Padł rekord frekwencyjny – płynęły 34 osoby. I kolejny rekord – najstarszy uczestnik miał 72 lata, a najmłodsza uczestniczka, zaledwie 5. I to chyba najbardziej cieszy, że na wodę wchodzi kolejne pokolenie.
14-16.09.2012 r. Zakończyliśmy na ten rok sezon żeglarski. Znowu na Zalewie Sulejowskim. Tym razem wyczarterowany został Janmor 28 – wielka krypa, ale też i pływaliśmy w dziewięciu. Łódkę odebraliśmy w piątek wieczorem tak, że w sobotę od rana zaczęliśmy ostre pływanie. Pięknie wiało! Mieliśmy awarię steru, ale udało się naprawić. W niedzielę rano udaliśmy się całą załogą, oczywiście z wyjątkiem wachty dyżurnej, na Mszę św. do kościoła w Wolborzu. A potem znowu pływanie do późnego popołudnia. Żeglarski przesąd podpowiada, że pewnie przyszły sezon zaczniemy znowu na Sulejowskim, na tym samym Janmorze 28 o nazwie „Piotrkovia”, bo na łódce została apteczka, która towarzyszyła nam we wszystkich dotychczasowych wyprawach.
24 IX 2012
Ratowanie Dezet
Piękne Dezetwomanki, Mocarni Dezetmani,
Już po wakacjach, zatem śpieszę z raportem na temat mojego „Ratowania Dezet” w tym roku. Pojechaliśmy we dwóch z Jarosławem Olszakiem, ps. „Jerry”. Wyruszyliśmy w piątek 10 sierpnia, po robocie, a już wieczorem „Jerry” dał krótki występ w kawiarnio-piwiarni koło przystani. To o tyle ważne, że przy okazji poznaliśmy Jędrzeja Korzenia ps. „Korzeń” – żeglarza, poetę, szantymana i fotografika. Wydał on bardzo ciekawa płytę pt.  „Gitarą i strugiem”. Polecam.
A teraz do rzeczy: Jak Wam wiadomo, „Ratujmy Dezety” to zlot dezetowych, pozytywnie „zakręconych” szaleńców, którego najważniejszym elementem jest całodobowy wyścig tych szlachetnych łodzi. W tym roku start się opóźnił, bo jedna z załóg miała po drodze wypadek i trzeba było na nich poczekać. Regaty zaczęły się zatem o 13:30. Metę zamknięto na drugi dzień o 11:00. Zatem, jak zwykle, na wodzie byli pół dnia, zmierzch, nockę, świt i kolejne pół dzionka. Start z Giżycka, pierwszy punkt kontrolny na wyspie Gilma na j. Dobskim, następne punkty kontrolne to Mamerki na j. Przystań, Sztynort, nie wiem czy to już j. Dargin, czy jeszcze Łabep, dalej Giżycko, znowu Sztynort  i znowu Giżycko.
Załogi były różne, przeważnie mieszane, z „dziadkami” i „młodzikami”. Płynęli niepełnosprawni ruchowo. Zostały po nich na kei wózki, które prosili położyć na bok, żeby ich wiatr nie zepchnął do Jeziora. Moja pierwsza refleksja była: o ile im trudniej niż nam, przecież wyścig trwa dobę i trzeba w którymś momencie  wyskoczyć na brzeg, wiadomo – fizjologia. Płynęli głuchoniemi. Kolejne zdziwienie: w dzień komendy wydawać można gestami, ale w nocy? Otóż w nocy, jak się dowiedziałem,  komendy wydawane są pukaniem w kadłub łodzi, żeglarze wyczuwają wibracje i wykonują zakomenderowane czynności. Płynęli niewidomi ( z nimi zresztą mieszkaliśmy w jednym domku campingowym). Tylko sternik i oko byli osobami widzącymi. Tu dygresja: specjaliści twierdzą, że tak naprawdę to „widzimy” pewną częścią mózgu a nie oczami, oczy tylko dostarczają bodźców, które, przy właściwym treningu, można zastąpić bodźcami płynącymi z innych zmysłów. Jeśli tak, to Dezeta jest znakomitą łodzią dla niewidzących  żeglarzy. Jak mówi poeta: „…przed słońcem, wiatrem, zimną bryzą tam cię kabina nie osłoni…” I o to chodzi, żeby „mowa jeziora” docierała strumieniem nie zakłóconym przez plastikowe nadbudówki i inne luksusy. Koniec dygresji. W ostatniej chwili dotarła załoga, która swoją łódkę „przed chwilą” kupiła w Niemczech. Drewniany grotmaszt im się rozkleił, więc posklejali go opaskami z taśmy izolacyjnej i wystartowali. Płynęli także wytrawni „dezetmani”, jak np. ekipa na łodzi „Bo Warmia” – oni w swoim czasie dotarli tym jachtem z Kołobrzegu na Bornholm, a to już coś znaczy. Była łajba pod banderą litewską, była i pod estońską. Jestem pewien, że każda z tych dwudziestu kilku startujących i nie startujących Dezet, wyczarterowanych i prywatnych, zasługuje na swoją opowieść.
I tu bardzo, bardzo miły akcent osobisty. Jak wiecie, napisało mi się parę „wierszy” o Dezetach. Do trzech z nich: „Szkentli”, „Zaproszenia na Dezetę” i „Dezety i duchy” Jarosław „Jerry” Olszak skomponował muzykę, wraz z żoną Zuzanną (flet) nagrał je i wysłał organizatorowi regat. No i kiedy łodzie wychodziły z portu na start a keja pełna była rozentuzjazmowanych kibiców, rodziców i zapłakanych narzeczonych,  bosman przez portowy radiowęzeł puszczał te szanty w kółko i w kółko. Nie powiem, wzruszyłem się, ale po pewnym czasie poszedłem do bosmana i mówię: „dobra, starczy”. A na to ludzie stojący obok: „nie, niech leci, nareszcie coś świeżego i wreszcie i Dezetach.” Więc chyba jest zapotrzebowanie na ten rodzaj szant.
Potem łódki wystartowały i ludzie stopniowo się rozeszli. Nocą jednak, koło punktu kontrolnego, znowu zebrało się trochę osób w oczekiwaniu na „tych z wody”. Zrobiło się zimno a woda była ciepła więc pojawiła się mgła, ale ponieważ wiał lekki wietrzyk, nie miała formy jednolitego tumanu, tylko raczej takich płynących tuż nad taflą chmurek. I z tych chmurek, w ciemną noc wychodziły nasze kecze, meldowały się komisji sędziowskiej i znowu znikały. Jak w bajce. A na kei, w pewnym oddaleniu od sędziów, towarzystwo, na żeglarski sposób, różnymi trunkami wspierało duchowo ścigających się kolegów. „Jerry” grał na gitarze. I tak do świtu, niezapomniana noc. Był też akcent komiczny: po zameldowaniu się sędziom, do kei z biesiadnikami podeszła Dezeta i krzyczą: „chorego mamy na pokładzie!” To ludzie z kei: „Jak wam pomóc? Wołać pogotowie? Co jest choremu?” Na to głos z łodzi: „Trzeźwieje i kac go dusi. Dajcie piwa”. Ja w tym czasie ucinałem sobie drzemkę, ale „Jerry” mnie obudził i, tu doceńcie prawdziwy heroizm, oddaliśmy im dwa nasze ostatnie piwa! A wokół noc i nie ma jak uzupełnić zapasów!
I pomyśleć, że te regaty są zorganizowane wysiłkiem praktycznie jednego człowieka – Pana Marka Winiarczyka. Może jestem niesprawiedliwy, bo pewnie Go ktoś wspiera, ale upieram się, że to siła osobowości Pana Marka rokrocznie  wprawia tę machinę w ruch.
Morał: zbieram załogę na przyszły rok. „Ratowanie Dezet” tradycyjnie odbywa się w drugi weekend sierpnia. Jeśli tak będzie i w roku przyszłym, to trzeba wziąć dwa dni urlopu – na czwartek i piątek. We czwartek odebrać łódkę (czarter z COS-u albo MCŻiTW) i ją przygotować. W piątek ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, zwłaszcza kładzenie i stawianie masztów. W sobotę wyruszyć i … Jeśli uda się wystartować, to sukces. Jeśli uda się zakończyć bieg, to wielki sukces. Jeśli uda się zakończyć bieg o czasie, to spełnienie marzeń! Powtarzam zbieram załogę. W przypadku większej ilości chętnych (ha, ha!) decyduje kolejność zgłoszeń.
Salutuję Wam do mojego żeglarskiego beretu
Paweł Milczarek
P.S. W załączeniu opis regat przedstawiony mową wiązaną:

RATUJMY  DEZETY
Pijmy za twardzieli co teraz wiosłują,
Pijmy za dziewczyny, by im sprzyjał wiatr,
Pijmy za załogi – niech dzielnie żeglują
I za naszych Dezet kolejne sto lat!

W górę poszły żagle, wciągnięto proporce,
Dwumasztowe łodzie wyruszają w dal.
Trudzą się załogi przy żeglarskiej orce,
Na falach jeziora zaczyna się bal.

Ref. Pijmy za twardzieli …

Jak wiele znasz regat rozgrywanych nocą?
Jak wiele znasz gonitw, które widzą brzask?
Wyścigów toczonych, gdy żagle łopocą,
Ale też na wiosłach, kiedy wiatru brak?

    Ref.

Jeśli chcesz wziąć udział w wyścigu magicznym,
Przeżyć zmierzch na wodzie, nockę, świt i dzień,
Musnąć to, co dostępne żeglarzom nielicznym,
Ratując Dezety razem z nimi płyń!

    Ref. x 2

27 II 2012

NKS świętuje rocznicę urodzin Juliusza Sieradzkiego

17 lutego 2012 r. reprezentacja NKS-u wzięła udział w wieczorze poświęconym pamięci Juliusza Sieradzkiego – szkutnika, żeglarza, konstruktora legendarnej Omegi. Spotkanie miało miejsce w kawiarni „U Artystek” w Milanówku. Organizatorem było środowisko żeglarskie wywodzące się z różnych miejscowości, ale integrujące się właśnie w tym lokalu. NKS godnie reprezentowali Adam, Jarek, Rafał, Kazek, Krzysiek, Marek i Paweł. Paweł na początku wieczoru wygłosił króciutki referat na temat 100-lecia urodzin Sieradzkiego i 70-lecia jego sławnej łódki. Potem były szanty. Grał Tomasz „Potok” Potocki.

Ciekawe ile klubów żeglarskich, ośrodków szkoleniowych itp. organizacji ciągnących forsę z budżetu pamiętało o tej rocznicy? A ilu żeglarzy niegdyś pływających Omega zna jej historię? Cóż, róbmy swoje bowiem: Navigare necesse est, vivere non est necesse.


28 XI 2011
Śpiewamy o Dezecie
Nowa piosenka, tym razem o Dezecie o nazwie "Szkentla". To na niej pływamy po Jeziorze Zegrzyńskim. Kiedy Gustaw Thomat projektował gaflowego kecza z przeznaczeniem na łódź ratowniczo-roboczą w jego ojczyźnie panował kajzer Wilhelm. W Cesarsko-Królewskich Austro-Węgrzech na tronie zasiadał Franciszek Józef, a w Rosji z rewolucją borykał się car Mikołaj II. „Titanic” jeszcze nie zatonął, bo nie zaczęto nawet jego projektowania, a co dopiero budowy. Za to morza pełne były żaglowców, które, na części linii, stale jeszcze konkurowały z parowcami. W takim to „kontekście” historycznym powstała konstrukcja nazwana w Polsce Dezetą. Przez ten czas trochę się zmieniło. Oczywiście jeśli chodzi o Dezetę: poszycie z „klepkowego”, przez diagonalne wyewoluowało w plastik. Liny konopne i bawełniane zostały zastąpione przez tworzywa. Żagle takoż. Drzewce to coraz częściej duraluminium a nie drewno. A mimo to współcześnie wodowane Dezety to nie żadne „modele” czy „repliki” tej pierwszej z 1905 r. – to ciągle ta sama łódź w naturalnym rozwoju. Pływając na Dezecie w oczywisty sposób obcujemy z ciągle żywym reliktem historii żeglarstwa. Dlatego to takie piękne!
SZKENTLA

Staruszko „Szkentlo”, dostojny nasz relikcie    D fis h A
Z dawnej epoki królów i cesarzy,                     G fis e A
Nie leniuchujesz na spokojnym wikcie,            D G D
Lecz ciągle jeszcze szkolisz nas – żeglarzy.   G A D

Jesteś łajbą jak ze starej fotografii,
Choć fotki nasze to kolor, a nie sepia.
Żaden jacht inny tego nie potrafi,
Chyba, że jakaś druga Dezeta.

Dziurawe żagle wystawiasz do słońca –
Wymiana płócien wszak Ci nie zagraża.
A nie jednego przecież z lądu dzwońca
Ty wychowałaś na dzielnego marynarza.

Stara Dezeto – jachcie sprzed dwu wojen,
wraz z nową wiosną znów Cię odwiedzimy!
Jak nie dzielić się jednak niepokojem:
Czy jeszcze będziesz, czy jeszcze zdążymy?
Tekst: Paweł "Skipper" Milczarek, muzyka: Jarosław "Jerry" Olszak. Piosenka jest do pobrania w formacie mp3.
13 XI 2011
Nasza szanta
Oto tekst Szanty Nowoduninowskiej. Autorem słów jest Paweł, muzykę zaś ułożył Jerry. Piosenka jest do pobrania w formacie mp3.
SZANTA NOWODUNINOWSKA

To już wkrótce - za parę dni, kamraci,        D G D A
Wyjdziemy z portu w Nowym Duninowie     D A G D
Gdy wrócimy będziemy bogatsi                 G A Fis h
O to co Zalew Włocławski na opowie          D A D

Do portek przykręcam szeklę zardzewiałą        D A G D
I pakuję graty w stary, biały wór,                      e A D A
I nie myślę już o tym, czy będzie nam wiało     G A Fis G
I czy słońce wyjdzie na chwilę zza chmur.        D A G A

Bo już wkrótce – za parę dni, kamraci...

Chociaż z forsą krucho – ile trzeba znajdę,
Dobry humor, żonie, Panie Boże spraw,
Bo już jutro w Art-Domie odbieramy łajbę,
I znów padną komendy: „odbij!”, „grota staw!”.

Bo już wkrótce – za parę dni, kamraci...

Brodaty bosman w porcie pięknie nas powita,
Sklepik tuż przy kei odwiedzi nasz kuk,
O klar na pokładzie skipper grzecznie spyta
I już odpływamy - niech prowadzi Bóg!

Bo już wkrótce – za parę dni, kamraci...

Na przeciwnym brzegu zamajaczą klify
Krzyż ujrzymy w dali - to Dobrzynia znak.
O zmroku ktoś usłyszy głosy rzecznej nimfy,
To nie sen, tylko jawa - nasz żeglarski szlak!

Bo już wkrótce – za parę dni, kamraci...

21 IX 2011
Pożegnanie sezonu A.D. 2011
W dniach 17 i 18 września, w ramach NKS, zakończyliśmy sezon żeglarski A.D. 2011. A było tak: pojechaliśmy do Nowego Duninowa nad Zalew Włocławski w ośmiu (Klubowicze: Paweł, Zmywack, Adam, Pysiek, Marek R. i Jerry oraz Marek P. i Sławek). Tam wyczarterowaliśmy jacht  - Janmora. To wielki slup - 8,5 metra długości, prawie 2,9 metra szerokości, 33,5 metrów kwadratowych żagli. Trzy pomieszczenia do spania – koje dziobowe, kubryk i hundkoje na rufie. „Zaokrętowaliśmy” się i dalej na wodę! A pogoda była żeglarska – wiatr jak trzeba, trochę słońca, ale nie gorąco.
Tuż po wyjściu z portu zobaczyliśmy mewę, która siedziała na czymś dziwnym. Na szczęście Sławek, jako ornitolog - amator wytłumaczył nam obrazowo, na czym ona siedzi. I wszyscy byli happy.
Pożeglowaliśmy z wiatrem do Dobrzynia.  Miasteczko jest śliczne, a widok z Góry Zamkowej (starego grodziska) na Wisłę i Zalew, dosłownie zapiera dech w piersiach. Niestety nadszedł wieczór więc, aby nie halsować nocą, do portu wracaliśmy na silniku (fu!).  W porcie, wiadomo – ognisko, pieczenie kiełbasek, szanty. Co najważniejsze, przy ognisku, w obecności mieszkańców Nowego Duninowa i pracowników portu, miało miejsce  prawykonanie „Szanty Nowoduninowskiej”, do której słowa napisał kiedyś Paweł a muzykę Jerry. Noc była bardzo ciepła i co arcydziwne - nie było komarów! Dwóch „romantyków” zdecydowało się nawet spać nie w kabinie, lecz w kokpicie.
Rano po lekkim śniadanku udaliśmy się do kościoła i na spacer, potem był wczesny obiad podany na kei, z daniem dnia – flakami po bretońsku i znowu na wodę! Tym razem pod wiatr i prąd, w kierunku Płocka. W tym rejonie Wisła jest momentami bardzo płytka, dlatego trzeba trzymać się szlaku wytyczonego przez boje. Robiliśmy zatem „sztagi”,  zwrot za zwrotem i było trochę „niedźwiedziego mięsa” (patrz: Jack London, patrz: „Znaczy Kapitan”).  A o 14:30 ostatni zwrot, tym razem przez rufę i fordewindem, z prądem do portu. Tam zdaliśmy jacht i do samochodów. Piękne było pływanie! Oddaliśmy także hołd tradycji, bowiem wzięliśmy ze sobą (pierwszy raz!) dzwon okrętowy (jachtowy?) i „wachty” wybijały szklanki. Na wodzie, zatem we właściwej scenerii, został także zaprezentowany pierwszy projekt koszulki klubowej NKS-u.  Będzie do obejrzenia na najbliższych szantach, miejmy nadzieję wraz z innymi projektami.
Do obejrzenia: fotki z wyprawy, trasa z pierwszego oraz trasa z drugiego dnia.
Trasa pierwszego dnia składa się dwóch mapek. Na pierwszej brak początkowego odcinka trasy, bo płynęliśmy w zanurzeniu. Natomiast druga mapka, obrazuje koniec dnia. Gdy podchodziliśmy do Nowego Duninowa było już ciemno i nie zauważyliśmy brzegu. Dopiero jak wpłynęliśmy w las, zorientowaliśmy się o co chodzi, zawrócicliśmy i przybiliśmy do kei. Tak było, jako żywo!

7 IX 2011
Kajakami po Pilicy II fotki z kajaków
Dnia 3 września nasz pracowity NKS znów był „na wodzie”. A było tak: ok.  10:00 zebraliśmy się na przystani w Inowłodzu , odebraliśmy dowieziony przez armatora sprzęt i ok. 11:00 ruszyliśmy do Domaniewic. Spływ zakończyliśmy  za jedynym na Pilicy promem. Trasa teoretycznie powinna być łatwa, rodzinna, po drodze widzieliśmy dużo wysepek, Rezerwat Żądłowice (Natura 2000), płynęliśmy pod dwoma  mostami: w Mysiakowicach i za Wólką Kuligowską. Rzeka miała  liczne płycizny – kto nie trzymał się nurtu musiał ściągać kajak z mielizny. Mieliśmy dwa postoje/pikniki  – jeden na łące, drugi na przepięknej, piaszczystej wysepce.  Były też niezaplanowane przygody: kajaków było 13, ale uczestników 25., ktoś musiał płynąć w pojedynkę. Padło na Mateusza ps. „Matej”. Onże, gdy tylko znalazł się na wodzie „nacisnął” na wiosła i tyle go widzieliśmy. Odnalazł się w Domaniewicach. Dalej: był ćwiczony manewr „pies za burtą”, bo spływowa maskotka pies Kapsel wypadł z kajaka. Największe niebezpieczeństwo  polegało zresztą na tym, że załogantka zamiast podejmować topielca przez burtę, chciała za nim skakać do wody. Wszystko skończyło się dobrze – psa podjęto. Dalej: przed nami płynęła grupa w niebieskich kajakach. Już na przystani głośno przechwalali się: „ja mam trzy/czwarte”, „o rany, a ja tylko pół litra!”. Po drodze mieli kilka wywrotek. Jaki z tego morał: nie pływać niebieskimi kajakami, czy nie chlać na wodzie? No i wreszcie: za mostem kolejowym, za Wólką Kuligowską, na dość silnym „bystrzu” kajak Magnes (płynęła z ośmioletnim synem) wszedł na podwodny kołek i się „zawiesił”. Aż trudno uwierzyć, ale bystro płynące fale powodowały nieodparte wrażenie, że „coś” potężnego ciągnie czółno w górę rzeki. Dla tych z obserwujących zdarzenie, którzy widzieli film „Piraci z Karaibów” skojarzenie było jednoznaczne – Kraken! Żarty żartami, ale akcja ratunkowa wcale nie była łatwa – szybki nurt, woda głęboka na „prawie” wiosło a kajak „siedzi” i nie daje się sciągnąć!  Marek z Żoną asekurowali Magnes od strony nurtu a Paweł jakoś podszedł od  strony przeciwnej i na swój kajak przejął załoganta Magnes. Wtedy Magnes przesiadła się na dziób, kajak zmienił wyważenie i zszedł z przeszkody. Było trochę nerwów, ale za to „nibyszanta-kajakanta” pt. „Zaproszenie na Pilicę” wzbogaciła się o nową zwrotkę. Było to jakoś tak, może zresztą inaczej:

„A kiedy Kraken się zaczai
I naszą Magnes chwyci skrycie,
Pozna co opór dzielnej zgrai –
I znów wrócimy na Pilicę.”

Również „Morskie opowieści” mają teraz nową zwrotkę:
„Raz we wrześniu na Pilicy miała miejsce taka scena:
Podczas spokojnego spływu widziano Krakena!”

Po zakończeniu spływu, zdaniu kajaków i „sprowadzeniu” samochodów,  zebraliśmy się na pożegnalną „odprawę” i .. do domu!  Dwie uwagi końcowe:
1/Jak się okazało trasa 23 km, a tyle zrobiliśmy, to trochę za dużo. Należy planować spływy ok. 15 – 18 km.
2/ Po spływie praktycznie wszyscy pojechali do jakiejś „gastronomii” zjeść coś ciepłego. Może na przyszłość zaplanować ognisko? Kiełbasa „z kija” też jest gorąca a pobylibyśmy dłużej razem.


25 VII 2011
Puszczańskie rowerowanie
Dnia 23.07. nasz niezmordowany NKS skrzyknął się na „rowerowanie” w Puszczy Bolimowskiej. Niestety, pogoda odstraszyła większość potencjalnych podróżników i w rezultacie pojechało tylko trzech: Rafał, Marek i Paweł. Ale ci, którzy przestraszyli się możliwego deszczu niech żałują i jeszcze raz żałują! Wbrew prognozom pogoda okazała się idealna na rower – nie za gorąco, nie za zimno. Ruszyliśmy z przystanku PKP Rawka wzdłuż rzeki Rawki, oglądaliśmy po drodze stary wodny młyn (to w takim Horpyna wróżyła z piany wodnej Bohunowi). Zwiedziliśmy ośrodek kajakowy „Sosenka” , penetrowaliśmy okopy z Wielkiej Wojny z lat 1914/1915, udało nam się odnaleźć ( Marek) przydrożny krzyż zrobiony z lufy sławnej niemieckiej armaty 88, dotarliśmy nad Zalew Bolimowski a samym Bolimowie… No właśnie! Nie jest prawdą, że broń  „masowej zagłady”, gaz bojowy, pierwszy raz w 20. wieku użyto na froncie zachodnim. Nie! Pierwszy raz w historii, na masową skalę gaz bojowy użyli Niemcy przeciw armii rosyjskiej 31 stycznia 1915 r. pod Bolimowem. Drugi raz gaz użyto 31. maja 1915 r. a jeden z pojemników na tę truciznę wisi dziś na bolimowskim rynku jako gong alarmowy (Rafał nim zadzwonił).  Obejrzeliśmy też dwa bolimowskie piękne kościoły – obydwa z XVII w. i  przepiękny, drewniany domek z przełomu XVII/XIX w. A potem to już z powrotem do domu… Przy okazji Rafał i Marek nazbierali sporo grzybów, głównie kurek, praktycznie nie przerywając jazdy.
A dodatkowo po drodze znaleźliśmy wiersz idealnie pasujący do naszej wyprawy:
ZAPROSZENIE NA DUSZENIE PEDAŁÓW
w Puszczy Bolimowskiej  23. VII
Gdy cię chandra dręczy lub robisz się ospały,
Mimo, że się ciało przed wysiłkiem wzdraga,
Postaraj się wyjść z domu podusić pedały –
Duszenie pedałów na wiele pomaga!
        Więc duś pedały, duś pedały,
        Duś pedały, żeby aż trzeszczały!
Na kłótnie z małżonką jest sposób wspaniały
(Nawet w kłótni bowiem potrzebna rozwaga):
Zamknąć drzwi za sobą i dusić pedały –
Duszenie pedałów na wiele pomaga!
        Więc …
By kłopoty w pracy cię nie zdołowały,
Mimo, że szef „miesza”, że aż pali zgaga,
Zaraz po robocie idź dusić pedały -
Duszenie pedałów na wiele pomaga!
        Więc …
Głupi na telewizor wytrzeszczają gały
Gapią się w obrazki, słuchają jak gada,
A mądrzy czas mają, by dusić pedały –
Duszenie pedałów na wiele pomaga!
        Więc …
Dlatego Was zapraszam, by trochę pohasać,
I niech piękno puszczy chęć duszenia wzmaga,
Spotkajmy się zatem w bolimowskich lasach –
Duszenie pedałów na wiele pomaga!
        Więc …
Gdy kogoś tekst zgorszył, odpowiadam szczerze:
To piosnka dla dowcipnych, nie dla smętnych „wałów”!
Chodzi oczywiście o jazdę na rowerze,
A nigdzie nie zajedziesz, nie dusząc pedałów.
        Więc …

7 VII 2011
Ratujmy Dezety!
Jeśli wakacyjne losy rzucą was w połowie sierpnia w okolice Giżycka warto obejrzeć X Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w klasie DZ „Ratujmy Dezety”. Główny wyścig,  24-godzinny, rozpoczyna się 13 sierpnia o 13:00. Organizatorem jest Międzynarodowe Centrum Żeglarstwa i Turystyki Wodnej, ul. Moniuszki 24. Jest to chyba najbardziej widowiskowa impreza tego typu w naszej części Europy! Kilkanaście keczy gaflowych (i nie tylko) pod żaglami! Gdyby ktoś jechał z Pruszkowa, bilet kolejowy II kl. w jedną stronę kosztuje ok. 45 zł.
Wybiera się tam nasz Klubowicz Paweł Milczarek.


12 VI 2011
Kajakami po Pilicy
4 czerwca nasz niestrudzony NKS zdobył kolejną sprawność w obcowaniu z wodą, wiatrem, słońcem i "innymi okolicznościami przyrody". Mianowicie, popłynęliśmy Pilicą w dół, z Tomaszowa Mazowieckiego do Inowłodza. Było nas 18 osób - Klubowiczów i "cywili", czyli 9 kajaków. Trasa niby łatwa, rodzinna, ale przejście pod mostem kolejowym w Tomaszowie można polecić miłośnikom Dunajca. Pilca - piękna! Brzegi klifowe, z gniazdami jaskółek, a za chwilę wspaniale zalesione. Chwilę potem pokryte łachami piachu, łąkami itd. Słońce nas nie rozpieszczało tzn. piekło niemiłosiernie. Zrobiliśmy dwa postoje ze skromnymi piknikami i dzikimi kąpielami. Dzieciaki miały autentyczną frajdę. Plan nie do końca został zrealizowany, bo mieliśmy w Inowłodzu zwiedzić romański kościółek p.w. św. Idziego, ale autobus po nas za wcześnie przyjechał. Rafał jest zdania, że zrobimy to "następną razą". Szkoda tylko, że pływają z nami "cywile", a nie garną się do pływania starzy Klubowicze.
A przy okazji, jak to mówi sam Autor tekstu - "tak jakoś przypadkiem", napisała się Pawłowi nowa NKS-owa szanta-nieszanta kajakowa:

ZAPROSZENIE
do OW „Przystań” w Tomaszowie na spływ kajakowy Pilicą

Ruszymy z nurtem wartkiej wody,
Kajaków sznur wkrótce odpłynie
Wolności zażyć i przygody,
Poczuć jak serce mocniej bije.

Kłopoty stare niech zostaną
Na brzegu, co go opuszczamy,
A rzeka niech nam będzie drogą,
Którą przed nimi zamykamy.

Popłyńmy w równym rytmie wioseł,
Przed siebie z wodą, w dal, w nieznane,
Pilicy fale niech nas niosą,
Twarze niech będą roześmiane.

Kiedyś z dobrymi wspomnieniami,
Które za serce może chwycą,
Wrócimy znowu do „Przystani”,
Do Tomaszowa nad Pilicą.

                                                         tekst: Paweł Milczarek

19 V 2011
Otwarcie sezonu A.D. 2011
14 maja nasz NKS otworzył sezon żeglarski A.D. 2011. Tym razem spenetrowaliśmy Zalew Włocławski. Wybraliśmy ten akwen ze względu na jego relatywną bliskość i łatwy dojazd. Zalew „… rozciąga się od Płocka do Włocławka, pomiędzy 632 a 675 km biegu Wisły. Jezioro jest sztucznym zbiornikiem, powstałym na skutek przegrodzenia koryta Wisły na wysokości Włocławka (675 km biegu rzeki). Kształtem jezioro odzwierciedla zarys doliny Wisły. Długość Zalewu wynosi 48 km, wpływ spiętrzenia dochodzi do 57 km (618 km brzegu rzeki).Średnia szerokość obejmuje około 1,2 km, długość linii brzegowej to ponad 160 km, a całkowita powierzchnia wynosi w przybliżeniu 70,5 km2. Na wysokości Dobrzynia znajduje się najszersze koryto Zalewu i wynosi około 3 km, w tym również miejscu na odcinku od Dobrzynia do zapory Zalew jest najgłębszy – 10m.” (cyt. Wikipedia).
Łódkę wyczarterowaliśmy z ośrodka Art-Dom w Nowym Duninowie. Załogę tworzyło 3 Klubowiczów i 3 gości. Wieczorem zostało nas 4, bo okazało się, że 2 panów musi wrócić do domu. Tak więc do końca dotrwali Klubowicze: Adam, Paweł i Jerry oraz Grzesiek. Pływaliśmy na „Janmorze” – to wielka jednostka z sypialnią, kambuzem i WC. Niestety, w sobotę słabo wiało a w niedzielę lał deszcz. Ale i tak było warto! Zalew Włocławski to na prawdę piękny, prawie pusty akwen. W porównaniu do zapchanych Wielkich Jezior to prawdziwa oaza spokoju. A ośrodek Art-Domu i port w Nowym Duninowie można polecić z całą odpowiedzialnością. Świadczy o tym zresztą i szanta, która „napisała się” przy okazji tego wyjazdu.


SZANTA   NOWODUNINOWSKA

To już wkrótce – za parę dni, kamraci,
Wyjdziemy z portu w Nowym Duninowie,
Gdy wrócimy będziemy bogatsi
O to co Zalew Włocławski nam opowie.
Do portek przykręcam szeklę zardzewiałą
I pakuję graty w stary, biały wór,
I nie myślę już o tym czy będzie nam wiało
I czy Słońce wyjdzie choć trochę zza chmur.

Ref.: Bo już wkrótce – za dni parę, kamraci, …
Chociaż z forsą krucho – ile trzeba znajdę,
Dobry humor żonie Panie Boże spraw,
Bo w ten weekend w Art-Domie odbieramy łajbę,
Znów padną komendy: „odbij” i „grot staw”.

Ref.: Bo już wkrótce …

W sobotę wieczorem zrobiliśmy ognisko. Poszantowaliśmy i takie tam. Przysiedli się do nas gimnazjaliści. Śpiewali razem z nami do późna. Byliśmy podbudowani ich zachowaniem. Młodzi, dobrze wychowani ludzie. Do Pawła zwracali się nawet per „Panie Kapitanie”.
W niedzielę od rana lało i wiało. Nie wypływaliśmy. Przesiedzieliśmy pod pokładem parę godzin, obyczajnie konwersując i nie tylko. A potem do dom. Zamknięcie sezonu we wrześniu zrobimy zapewne też w Nowym Duninowie.
30 III 2011
Tak nazywa się coroczne regaty Dezet - dwumasztowych jachtów klasycznej konstrukcji. Kiedyś na Dezecie zdawało się na patent sternika jachtowego. Teraz już nie.
Nasz Klubowicz, Paweł, również włączył się w ratowanie i Dezet napisał trzy teksty, które zamieszczam poniżej, wraz ze wstępem Autora. Jakby ktoś ułożył muzykę do nich i nam przesłał, może by się udało rozpowszechnić je wśród żeglarskiej braci. Muzyka musi być dziarska, żeby poderwać towarzystwo.

Szanowny Czytelniku, a może i potencjalny Kompozytorze.
Dołączone do niniejszego wstępu teksty są napisane z miłości do szczególnych jachtów, popularnie zwanych DeZetami. Jest to odchodząca klasa jednostek otaklowanych na kecz gaflowy. Wspomniane rymowane słowa zapewne nie są łatwym punktem wyjścia do napisania „pod nie” muzyki, ale co zrobić – takie są i jeśli nie znajdzie się Kompozytor pozostaną dalej tekstami leżącymi w szufladzie.
Wyjaśnienia wymaga inna kwestia: wyraźne „przegięcie” na Eryka Rudego i elementy polskie jak Św. Jerzy, Lwów i czajki. Cóż, uważam, że nasza tradycja żeglarska zupełnie niesłusznie pomija dokonania poddanych Króla Polski, obywateli Królestwa Polskiego (i to nie W. Ks. Litewskiego a Korony) często etnicznych Polaków, którzy na czajkach, w końcu małych łodziach rzeczno-morskich, łupili największe ówcześnie mocarstwo muzułmańskie – Turcję. W dobie konfliktu z islamem tryumfy naszego Sahajdacznego nad admirałem Ibrahimem warto przypominać. O statku - kolebce naszej floty Lwów nie trzeba się rozpisywać, ale o Św. Jerzym spod Oliwy A.D. 1627 powinniśmy szerzyć wiedzę, bo mało kto o nim wie. Pewnie, że gdzie tam nam do przewag Anglików, Hiszpanów, Portugalczyków czy Holendrów, ale właśnie dlatego! Co zaś się tyczy Eryka Rudego to jego wyczyn żeglarski – dotarcie i skolonizowanie Grenlandii ma, w dobie głoszenia bajek o tzw. „globalnym ociepleniu”, wymiar uniwersalny: Wszystkie grenlandzkie (świetnie zachowane) zabytki po Eryku i jego ludziach świadczą, że wówczas było tam o niebo cieplej niż dziś, a zatem „pulsowanie” temperatur co kilkaset lat to norma a nie jakiś tam „efekt”…
DeZety są też częścią świata, który minął, ale przecież mówi coś do nas, a kto nie wsłuchuje się w mądrość przeszłości ten w przyszłości za to zapłaci.
                                                                                                                Paweł Milczarek

ZAPROSZENIE NA DEZETĘ

Jeśli masz jeszcze tyle siły, by tyłek poderwać z fotela,
Jeśli w pogoni za gotówką dostrzegasz inność dnia „niedziela”,
Jeśli masz jeszcze tyle woli, by wzrok odlepić od serialu,
Spróbuj choć raz rozkoszy zażyć DeZetowego survivalu.

Tam twardość wody zbadasz wiosłem, a wagę wiosła swoim grzbietem,
Stawiając żagle odpoczynek będzie ci służył za podnietę,
Przed Słońcem, deszczem, zimną bryzą tam cię kabina nie ochroni,
Gafel i bezan się przypomną, nawet gdy nie słyszałeś o nich.

W dużej kompanii, na trzech żaglach dzisiaj już prawie nikt nie pływa,
Śladu luksusu tam nie znajdziesz i z aurą także różnie bywa,
Więc na tej łodzi, tak surowej, stajesz się wprost częścią jeziora,
Kłopoty z lądu tracą ważność – przestaje dręczyć cię ich zmora.

Więc odnajdź w sobie tyle siły, by tyłek oderwać z fotela,
Goniąc przez tydzień za gotówką zauważ inność dnia „niedziela”,
Wysil do granic swoją wolę, by wzrok odlepić od serialu,
Aby choć raz rozkoszy zażyć DeZetowego survivalu.


BALLADA  O  ZACZAROWANEJ  DEZECIE

Przy dziurawym pomoście, w szuwarach,
Na przystani uśpionej - by tak rzec
Wciąż kołysze się łajba stara
Otaklowana na gaflowy kecz.

    Można ją wynająć za grosze
    „Nawet za darmo” – pan  bosman żartuje.
    Lecz żaden sternik nie mówi: „proszę”,
    I nikt staruszki nie czarteruje.

Raz los sprowadził żeglarzy grupę,
Wsiedli na łódkę – popłynęli.
Wrócili bladzi jak po widzeniu z trupem:
Podobno gonił ich Wiking Rudy Eryk.

        Jacht ten sprawdzała też inna drużyna.
        A  gdy wrócili głosili wkoło bajkę,
        Że starcie mieli z galerą Ibrahima
        A łódź zmieniła się w kozacką czajkę.

Innym znów razem rejs trwał tylko chwilę:
Wpadł do kokpitu taki z hakiem zamiast dłoni,
Nie dość, że chłopców przeciągać chciał pod kilem,
Jeszcze z garłacza stale mierzył do nich!

        Takich figli zaczarowanej DeZety
        Mało kto przeżyć chce i potrzebuje,
        Dlatego stoi przy pomoście. Niestety –
        Bardzo możliwe, że na ciebie czatuje!

Każda DeZeta jest reliktem
I bulajem do patrzenia w dawny czas,
Gdy ostatnia DeZeta zniknie,
Żeglarska magia umrze także w nas.


DEZETY I DUCHY

A kiedy wiatru nie ma, to mocno ciągnij wiosło,
By naszą DeZetę w pianie dalej niosło.
A kiedy wicher wieje, to nie oszczędzaj żagli,
By został za DeZetą kilwater jak diabli!

    Gdyby dzisiaj Rudy Eryk powrócił z zaświatów,
    Musiałby się nauczyć rzeczy nowych,
    Lecz znalazłby sobie podobnych wariatów
    Wśród  pływających na keczach gaflowych.

Ref.: Więc kiedy wiatru ….

    Gdyby gdańscy kaprowie ze Św. Jerzego,
    Którzy Szwedom przykładnie w dupę dali,
    Dziś szukali łajby podobnej do tamtego,
    Pewnie w końcu DeZetę by wybrali.

Ref.: Więc kiedy …

    Gdyby Piotr Sahajdaczny z otchłani zawitał
    Poopowiadać o minionych rzeczach,
    Byłby naszym kolegą – żeglarzem i kwita!
    Bo on na czajkach – my na gaflowych keczach…

Ref.: Więc …

    Gdyby majtek ze „Lwowa” z Nieba pozwolenie
    Uzyskał dla wizyty na swych śmieciach,
    Znalazłby zapewne jakieś zrozumienie
    Jedynie wśród tych co na DeZetach.

 Ref.

17 XII 2010
Jadom na Radom
13 listopada, w sobotę znaczy to było, sekcja podróżniczo-kolekcjonerska NKS udała się na Giełdę Akcesoriów  Piwnych do Radomia. To już trzeci wyjazd na tę imprezę. Było, jak zawsze na takich wyjazdach, super. Dojechaliśmy, co prawda nieco późno , bo o 9.30, a  GAP startowała o 6 rano. Nabyliśmy fanty, braliśmy udział w konkursach, brataliśmy się z organizatorami.
Wracając zatrzymaliśmy się w Zajeździe Jagielońskim - było zaj...azdowo. Polecamy.
Do domu wrócilm, w piecu napalilim, nakarmilim psa (Kapsla też).
Zresztą - fotki mówią same za siebie. Podziękowania dla Krzyśka za galerię w necie.

1 X 2010
Zakończenie sezonu żeglarskiego
W niedzielę 19 września wybraliśmy się na Zalew Sulejowski. Było nas czterech: trzech Klubowiczów  (Paweł, Pysiek i ja) oraz jeden Sympatyk (Marek). Wypożyczyliśmy Sportinę z przystani przy zaporze, wrzuciliśmy prowiant (suchy i mokry) i wypłynęliśmy. Po drodze zaprzyjaźniliśmy się z Omegą, która zrobiła nam fotki, a my - jej. Pogoda akuratna była do rekreacji.. Nawet się wykąpaliśmy, po nam tak przygrzało. Musieliśmy potem kłaść łódkę na burtę i odblokować ster, bo się zakleszczył od tego piachu, co wlazł do skrzynki mieczowej, gdy przybiliśmy do brzegu. A pod koniec było pagajowanie, bo okazało się, że na Sulejowskim wyłączają wiatr już o 16.15.
I jeszcze Paweł coś kombinował z motylem, ale mu nie wyszło. Fotki do obejrzenia:

9 VI 2010
ŻAGLI PIĘKNY WIEK
W ramach współpracy z Miejskim Ośrodkiem Kultury, nasz NKS organizuje otwarte spotkanie szantowe, na które będą mogli przyjść wszyscy chętni. Będzie plakat i informacja na stronie www MOK-u. W sobotę 26 VI o 18.30. Wszystkich Klubowiczów oraz pozostałych uczestników naszych spotkań proszę o pomoc w organizacji. Pomoc polega na przyjściu punktualnie o 18.30 i włączeniu się do szantowania - śpiew, granie, opowieści dziwnej treści (morskie ofkors). Dzięki tego rodzaju imprezom, mamy gdzie się spotykać w ramach Klubu.

9 III 2010
Zagadka muzyczna nr 3 - rozwiązana
Pół zagadki odgadła Klubowiczka Marta:
Hej, wiem :)
jedyne co znalazłam to powiązanie z tym, że śpiewał "16 ton".

To było pierwsze, to łatwiejsze pół zagadki. Potem była cisza i odezwał się Klubowicz Kazek wiedząc już, że "16 ton", to nie wszystko:
No jak nie 16 ton to ja nie wiem. :)
Przy okazji: "16 ton" (ang. Sixteen Tons) – popularna amerykańska piosenka country. W Polsce błędnie zaliczana do klasyki pieśni szantowych. Ale to chyba tak jak z EKT. W „biblii EKT” stoi napisane, że EKT nie ma nic wspólnego z szantami poza tym, że bardzo je lubi.

No ale jak nie 16 ton to muszę pomyśleć i poszukać……
Mam…:)
"(Ghost) Riders in the Sky: A Cowboy Legend" is a country and cowboy-style song. It was written on June 5, 1948 by Stan Jones.
Frankie Laine umieścił go na albumie “Wanderlust” z 1963 roku (utwór 6).
Do obejrzenia teledysk na jutubie.

W Polsce przerobiony i spopularyzowany przez „Mietka Folka” pod tytułem: „Złoto dla zuchwałych”
Autor słów: Krzysztof ("Symulant") Lebionko

I to jest prawidłowa odpowiedź!
A propos: Panie Kazimierzu,  ma Pan klucz od kabiny?

27 II 2010
Stardust
Ten "Stardust" w ostatniej zwrotce "Wspomnień", niektórzy przekręcali na "zespół zagrał starą dans". Śpiew śpiewaczy i słuch słuchaczy jest czasem zwodny. Utwór Stardust był tak popularny w USA, że po latach śpiewał go jeszcze nawet Rod Stewart.

21 II 2010
Wiem co śpiewam
Rozpoczynamy cykl "Wiem co śpiewam", w ramach którego będą prezentowane dywagacje na temat piosenek, znanych i lubianych przez Klubowiczów wraz z przyległościami, a w których znajdują się różne ciekawe, lecz mało znane treści.
Proszę o nadsyłanie propozycji i materiałów, wzorem kol. Zmywacka - dzięki któremu powstał niniejszy wpis.

Na początek "szanta kanadyjska", zaczynająca się od słów:
Frankie Laine
(właśc. Francesco Paolo Lo Vecchio) urodzony 30 III 1913 w Chicago, był synem emigrantów z Sycylii. W latach 40. XX wieku, występował w hollywoodzkich zespołach muzycznych, potem występował w radiu,

nagrywał piosenki do filmów, pojawiał się w telewizji. Pierwszym jego wielkim przebojem, była piosenka "That's My Desire".
Wylansował również tytułową piosenkę "High Noon" Dmitrija Tiomkina do legendarnego filmu "W samo południe" z Garym Cooperem. Utwór „Do Not Forsake Me” po raz pierwszy w historii był reklamowany niezależnie od filmu. Dmitrij Tiomkin otrzymał za niego Oskara. Był to pierwszy Oskar za piosenkę do filmu nie będącego musicalem.
Największe triumfy Frankie Laine święcił jednak w Wielkiej Brytanii, gdzie wprowadził na I miejsce brytyjskiej listy przebojów aż cztery swoje utwory, w tym goszczący przez 18 tygodni w 1953 r. "I Believe", co do dziś stanowi nie pobity rekord.
Ostatnim przebojem był słynny „Rawhide”, spopularyzowany potem w filmie "Blues Brothers".
Karierę zakończył w 1960 roku, z liczbą 21 złotych płyt i około 250 mln sprzedanych albumów.
Zmarł 6 lutego 2007 roku w San Diego.
Echem jego wielkiej popularności w latach 50. ub. wieku jest fragment piosenki Leonarda Cohena "Memories" po polsku "Wspomnienia" w wykonaniu Macieja Zembatego:
Frankie Laine, he was singing Jezebel                Frankie Laine właśnie śpiewał Jezebel
I pinned an Iron Cross to my lapel                      Przypiąłem więc żelazny krzyż do piersi mej

Jezebel, to tytuł filmu z 1938 r.  Tytułowe imię pochodzi od biblijnej królowej.

W dalszej części "Wspomnień" (czyli jak my to nazywamy: szanty kanadyjskiej) pojawia się:

So We're dancing close, the band is playing Stardust/      Tańczymy blisko, zespół zagrał Stardust

Czym jest ów "Stardust", można znaleźć tutaj.

przygotował: Zmywack

Zagadka muzyczna nr 3:
Co ma wspólnego Frankie Laine z piosenką żeglarską?
I nie chodzi tu o 16 ton.

17 XI 2009
Klubowicze wyruszają w świat - GAP w Radomiu
7 XI w sobotę byliśmy na Giełdzie Akcesoriów Piwnych w Radomiu. Rok temu było nas tam 6. W tym  roku już 15, z czego 6 Klubowiczów. W tym roku wynajęliśmy busa, więc nie musieliśmy korzystać z usług PKP. Było pięknie i kolorowo. Co z resztą widać na zdjęciach.
30 IX 2009
Dezeta - encore
Pysiek zamieścił w necie króciutki film o naszym wiosłowaniu na Dezecie 5 IX.

19 IX 2009
DeZetą po Jeziorze Zegrzyńskim 2 i 3
Jak postanowiliśmy w maju, tak zrobiliśmy. 5 IX w sobotę znów wybraliśmy się na Jezioro Zegrzyńskie, by popływać na Dezecie. Skład nieco inny, ale pogoda taka jak poprzednim razem. Jednak byliśmy zdeterminowani i tym razem popływaliśmy. Co prawda nie na żaglach, ale na wiosłach. Fotoreportaż można obejrzeć tutaj: Zegrze 5 IX 2009. Podsumowując wyjechaliśmy na żagle, lecz skończyliśmy na galerach.
Paweł, nasz Kapitan nie dał za wygraną i zamówiła Dezetę na niedzielę 13 IX. Zatem pojechaliśmy trzeci raz. Co prawda z pierwotnego składu zostały tylko trzy osoby, ale tym razem postawiliśmy żagle i pływaliśmy jak żeglarze, a nie jak galernicy. Kapitan wreszcie usatysfakcjonowany. Załoga również. A fotki do obejrzenia tutaj: Zegrze 2009.

2 VI 2009
DeZetą po Jeziorze Zegrzyńskim
W sobotę 23 V wybraliśmy się na popływanie DeZetą po Jeziorze Zegrzyńskim. DeZeta to 12-osobowa dwumasztowa łódź z ożaglowaniem gaflowym. Kapitanem był nam (nie, na pewno nie stary Burges) Paweł Milczarek, sternik morski. Załoga: jeden żeglarz z patentem, 12-letnia Danka, która była na jednym obozie żeglarskim, Zuzanna, co lat parę temu pływała już kilka dni pod żaglami, i cała reszta, typowe lądowe szczury. Załoga w komplecie mimo ciągłego deszczu stawiła się na miejscu. Potem deszcz padał, a kapitan wykładał nam teorię żeglowania. Gdy skończył, deszcz ciągle padał.
Przestało lać około południa. I zaczęło wiać tak konkretnie, że nie zdecydowaliśmy się z zieloną, było nie było, załogą wypłynąć na jezioro. Pohuśtaliśmy się na zacumowanej DeZecie, zjedliśmy konserwę tyrolską z puszki i wróciliśmy do Pruszkowa.
A właściwie nie do Pruszkowa, tylko do Pęcic, gdzie mieliśmy ognisko. I szantowanie przy gitarze. I było miło.
Popływać sobie nie popływaliśmy, ale towarzysko się zrealizowaliśmy. Ustaliliśmy, że tak to się nie skończy i we wrześniu, gdy DeZeta wróci z obozu, spróbujemy jeszcze raz.
                                                            

22 III 2009
Fotki z 11. NKS-owego spotkania szantowego
Zamieściłem nieco zdjęć z ostatniego spotkania szantowego. Do obejrzenia tutaj. Pozwoliłem sobie na skomentowanie za pomocą cytatów z klasyki. :-)                      
4 III 2009
X Zimowa Giełda Piwna w Warszawie
24 stycznia 2009 r. w ramach cyklicznych wypraw klubowych "Klubowicze wyruszają w świat", odwiedziliśmy X Zimową Giełdę Piwną w klubie Medyk w Warszawie. Trzon wyprawy stanowiło twarde jądro NKS: Zmywack i Struś - znani birofile, a także Adam, Pysiek i Jerry. Ponadto silnego wsparcia udzieliła nam ekipa poza NKS-owa: Adam, Andrzej, Marek i Jarek.

18 I 2009
Nowy śpiewnik szantowy
Zamieszczam nowy śpiewnik szantowy, a w nim 81 utworów, z których większość sprawdziła się przez kilka ostatnich lat na naszych spotkaniach. Ponadto trochę nowych utworów.
W porównaniu z poprzednią wersją zweryfikowałem akardy gitarowe: poprawiłem uprościłem i w kilku przypadkach zmieniłem tonację na wygodniejszą do śpiewania..
Jeśli ktoś ma pomysł na okładkę do śpiewnika, niech prześle.

4 XII 2008
Spotkanie szantowe 28 XI
Spotkanie odbyło się planowo w MOK. Było nas ponad 20 osób. Jak zwykle było niewątpliwie sympatycznie.
Po długiej przerwie pojawili się Mirek Gałka, Paweł "Viepek" Pietrzak i Marcin "Gowor" Pilich. Znaczy się dawna ekipa szanująca jeszcze z czasów tzw. "Retmanatu" (wczesne lata 80-te ub. wieku ;-)). Uczyłem się szant od Viepka i Gowora, oni zaś - od Mirka. Grali praktycznie cały wieczór, a ja mogłem sobie niezobowiązująco poprzebywać w nadzwyczaj miłym towarzystwie.
Prosiemy częściej w nasze skromne klubowe progi!

Na zdjęciu od lewej: Viepek, Gowor i Mirek.

28 XI 2008
Wyjazd przedstawicieli NKS-Pruszków na Giełdę Akcesoriów Piwnych w Radomiu
W dniu 15 XI 2008 miał miejsce wyjazd służbowy przedstawicieli NKS Pruszków na Giełdę Akcesoriów Piwnych w Radomiu. Jest to pierwsza impreza z cyklu naszych klubowych wyjazdów. Następny planowany jest dnia 24 I 2009 r. (sobota) na giełdę w Warszawie.

W wyjeździe uczestniczyli:
Zmywack - spirytus movens oraz project manager, birofil, Klubowicz
Struś - obsługa prawna, birofil, Klubowicz
Adam - logistyka, Klubowicz
Robert - efekty specjalne, Klubowicz
Pysiek - łączność i bezpieczeństwo informacji, Praktykant Klubowy
Jerry - uczestnik, Klubowicz

A oto krótkie komentarze uczestników, podsumowujące to wydarzenie.

Adam: Wycieczka udana. Mam propozycję dla WiO, aby w końcu postarać się o profesjonalnie prowadzoną kronikę klubową
.

Robert: Było super szkoda tylko, że nie było gitary.

Zmywack: Najlepsze były klimaty w drodze powrotnej. Żywcem wzięte z "Wniebowziętych".

Pysiek: Najbardziej w Radomiu podobało mi się towarzystwo. Dziękuję.

Jerry: Najpiękniejsza była ta niezapomniana lekkość bytu. Znów czułem się jak na wycieczce w ogólniaku.

Struś - poeta:
Skoro pytasz to Ci powiem,
I pokrótce tak opowiem,
Jak to było. Co najważniejsze,
W dobrym towarzystwie piwo się piło,
"Miło było też szalenie,
no i świetne wyżywienie"
 
Jeśli chodzi zaś o samą birofili gełdę,
to pozytywnie oceniam ten świecki obrządek,
że do każdego biletu dodawano trzy piwa,
tak na dobry początek.
Z tego też powodu trochę mało było czasu,
na polowanie na etykietowe rarytasy.

21 X 2008
Zagadka muzyczna nr 2 rozwiązana!
Doczekałem się wreszcie, że ktoś przysłał mi maila w sprawie zagadki. Jak zwykle nieoceniony Kazek przysłał mi list następującej treści:
Po przegrzebaniu niezmierzonych zasobów internetowych doszedłem do wniosku,
że ten film to:
The Big Country z 1958 roku z niewidomych dla mnie przyczyn znany w Polsce
jako Biały Kanion (nawet u Czechów było Vielka Ziemlja).
Muzyką zajął się Jerome Moross (swoją drogą muzyka była nominowana do Oscara).
A co do żeglarstwa to już gorzej. Kojarzy mi się tylko James McKay (grany
przez Gregory Peck'a). Były marynarz znamienny tym, że jak mówi:
"...przeszedłem gorsze upokorzenia na studiach i na morzu.
Przeciągnięto mnie pod kilem|przy przekraczaniu równika...."

Swoją drogą zawsze mi sie wydawało, że to raczej była kara dla buntowników
a nie jeden z elementów chrztu morskiego. Ciekawe jaka była przeżywalność?
I to jest właśnie prawidłowa odpowiedź.
A swoją drogą, może przy przekraczaniu równika James McKay tak narozrabiał, że za karę przeciągnęli go pod kilem?

1 IX 2008 (2)
Zagadka muzyczna nr 2
Na zakładce po lewej stronie (Do pobrania - Piosenka) zamieściłem melodię z filmu.
1. Co to za film?
2. Co ma on wspólnego z żeglarstwem?
Odpowiedź proszę przesyłać na mój e-adres.

1 IX 2008 (1)
Tradycyjnie już we wrześniu będziemy śpiewać szanty przy ognisku nad Utratą. Zainteresowanych proszę o kontakt.
Termin: 5 IX 2008 r. (piątek)

14 VII 2008
Zamieszczam śpiewnik z piosenkami śp. Jacka Kaczmarskiego. Są w nim 44 utwory. Wybór czysto subiektywny. To, co mnie za serce chwyta. I za rozum takoż.
Akordy sprawdzone, choć nieco uproszczone, by się palce zbytnio nie plątały nad ranem. ;)

29 V 2008
Zapraszam na szanty 6 VI 2008 r. Jest to równocześnie 64 rocznica lądowania Aliantów w Normandii. Dlatego też na spotkaniu mile widziane stroje i ekwipunek z epoki (bomby, miny, karabiny etc.)
Jednocześnie kolega Zmywack przygotował okolicznościową plakietkę, którą zamieszczam.

25 V 2008
Rozwiązanie zagadki muzycznej nr 1
Odpowiedzi jako pierwszy - błyskawicznie i celująco udzielił, jak zwykle niezawodny Klubowicz Kazimierz Dąbrowski. Heya!!!
Oto odpowiedzi:
1. Siedmiu wpaniałych (western z 1960 r.)
2. Pożegnanie Liverpoolu
Dwa dni po Kazku poprawną odpowiedź przesłali Klubowicze Łukasz i Marta Dybałowie. Hoł!!!

18 V 2008
Zagadka muzyczna nr 1
Na zakładce po lewej stronie (Do pobrania - Piosenka) zamieściłem melodię z filmu, w którym pobrzmiewa motyw jednej z popularnych szant.
1. Co to za film?
2. Jaka to szanta?
Kto pierwszy prześle odpowiedź na mój e-adres, zostanie doceniony.


17 IV 2008 (2)
Podczas Pruszkowskich Wianków 22 VI zagra zespół szantowy Sąsiedzi. Będzie kolejna okazja do spotkania się w gronie klubowym, tym razem - w plenerze.

17 IV 2008 (1)
Szantowanie i gawędy o żeglarzach udały się nad wyraz dobrze. Początkowo śpiewałem sam, potem wspomogły mnie dwie Agnieszki - Klubowiczki oraz moje dwie starsze córki, po pewnym czasie rozruszali się widzowie i śpiewali razem z nami.
W czasie spotkania NKS przyjęliśmy do naszego grona nowych Klubowiczów. Oto oni:
Agnieszka Niedziółka,
Robert Niedziółka,
Aleksander Gurtowski.
Na razie czekam na fotki od nich, żeby móc uaktualnić stronę NKS-Pruszków.
Bawiliśmy się jak zwykle - świetnie. Spotkanie zakończyliśmy krótko po północy.

13 III 2008
Zmiana terminu szant na: 4 IV 2008 r. godz. 19.oo.

26 II 2008
W piątek 11 kwietnia o godz. 19.30 odbędzie się następne spotkanie szantowe. Jest to pierwszy wolny piątkowy termin w MOK, jaki mogłem zarezerwować.
Pierwsza część spotkania będzie miała charakter otwarty, czyli będą mogli w nim uczestniczyć wszyscy, którzy przyjdą (będą plakaty na mieście). Pośpiewamy i pogawędzimy sobie wspólnie w szerszym, niż zazwyczaj gronie. Tytuł tego spotkania, to "Żagli piękny wiek - czyli szantowanie i gawędy o żeglarzach."
Od godz. 21.oo rozpoczniemy tradycyjne spotkanie klubowe NKS-Pruszków.

11 II 2008
Przy okazji chciałbym zdementować pogłoski, jakobym się na kogoś "obraził" po ostatnim spotkaniu. Z Niedziółkiem sobie pokonwersowaliśmy trochę żywiołowo, acz obyczajnie o jednej z piosenek zaśpiewanych przez Kwiatka. Piosenka mi się nie podobała (głównie z przyczyn estetycznych), ale to nie jest dla mnie powód, żeby się na kogoś "obrażać".

10 II 2008 (2)
Uwaga! Kamil D., który kontaktował się ze mną w sprawie piosenek, proszony jest o napisanie do mnie raz jeszcze.

10 II 2008 (1)
Styczniowe spotkanie szantowe było nad wyraz udane. Ci co byli, się bawili, ci co nie byli, to stracili.

6 XII 2007
W dniu 14.12. godz. 18.00 (piątek) w MOK
Koncert - Piosenki Jacka Kaczmarskiego
śpiewa Kuba Michalski
Wstęp wolny!

3 XI 2007 (2)
Komunikat WiO:

Z racji regularnego i aktywnego uczestnictwa w spotkaniach NKS-Pruszków, czterem osobom nadaję tytuł Praktykantów Klubowych. A są to:
Urszula Grzeszczyk
Agnieszka Niedziółka
Robert Niedziółka
Aleksander Gurtowski.
Osoby te za kilka miesięcy zapewne powitamy w gronie Klubowiczów.
3 XI 2007 (1)
W ubiegły piątek mieliśmy spotkanie klubowe w MOK. Kilka lat temu, przez pewien czas, tam właśnie się spotykaliśmy. Potem przenieśliśmy się do kawiarni nad stawem w Parku Potulickich, potem jeszcze do ABC.
Szantowało nas w sumie 21 osób, w tym 10 Klubowiczów. Było jak zwykle, czyli świetnie, a graliśmy do północy.

22 X 2007
Piątkowy koncert piosenek Jacka Kaczmarskiego w MOK został odwołany!

11 X 2007
Spotkanie szantowe odbędzie się 26 X (piątek) o godz. 20.oo w Miejskim Ośrodku Kultury (dawny Dom Pedagoga) przy ul. Zimińskiej-Sygietyńskiej w sali 55 na III piętrze. Spotkanie odbędzie się na zasadach zgodnych z regulaminem NKS-Pruszków (link po lewej stronie). Przypominam o śpiewnikach!

Przed spotkaniem, w imieniu Dyrekcji MOK , zapraszam na koncert piosenek Jacka Kaczmarskiego, które będzie śpiewał zaproszony artysta (nazwisko podam wkrótce). Koncert o godz. 18.oo w sali widowiskowej na I piętrze.


28 VIII 2007
Zapraszam na ognisko, w miejscu tym samym od lat (kto nie wie gdzie - proszę o kontakt). Sobota 1 września. Ruszamy o zmierzchu (ok. godz. 20.00).